W latach młodości słyszałem o nim, że oprócz krwawego horroru pisał literackie adaptacje filmów Disneya, że kocha polowania, jest dżentelmenem starej daty i grafomanem. Wreszcie – że za za pieniądze, które jego książki zarobiły w byłych krajach Bloku Wschodniego w latach 90., kupił małą wyspę u wybrzeży Anglii.
Okazało się, że nie wszystkie opowieści na temat twórcy cyklu o zabójczych krabach są prawdziwe. Ale nawet stuprocentowa prawda jest całkiem imponująca. Zatem kim jest ten cały Guy N. Smith?

Bibliografia dłuższa od CV

Zacznijmy od tego, że opowieści o nadzwyczajnej płodności literackiej Guya (rocznik 1939, urodzony w Hopwas w Anglii) nie są przesadzone. Od swojego literackiego debiutu w 1974 roku doczekał się wydania ponad stu książek.
Najsłynniejszymi z nich pozostają "Kraby" – cykl siedmiu krótkich powieści o gigantycznych, morderczych krabach terroryzujących wybrzeża Wspólnoty Narodów. Jednak w poczet twórczości pisarza wchodzi też ponad siedemdziesiąt (70!!!) innych horrorów o wiele mówiących tytułach, takich jak: "Węże", "Aligatory", "Kanibale", "Mania", "Fobia" i "Nieumarli". Do tego cztery literackie adaptacje filmów Disneya ("Śpiąca królewna", "Królewna śnieżka i siedmiu krasnoludków", "Pieśń południa" oraz "Legenda Sleepy Hollow") i siedem książek soft-porno. Nie zapominajmy także o kilkunastu poradnikach dla myśliwych i fajczarzy oraz pięciu zbiorach opowiadań.
Warto dodać, że ostatnia książka Guya o typowo już konkretnym tytule "Carnage" ukazała się (choć jedynie w formie e-booka) w 2016 roku. Wygląda na to, że ten facet naprawdę jest nie do zdarcia.
Ale nie da się też ukryć, że jego książki są koszmarnie grafomańskie...

Uprawiasz seks? Giniesz.

Prozę Guya poznałem dzięki wspomnianemu wcześniej cyklowi o krabach, będącym najbardziej poczytnym z jego dzieł. Szukałem taniej książki na podróż z Wrocławia do Warszawy i po spojrzeniu na okładkę "Powrotu Krabów" uznałem, że totalnie muszę to przeczytać.

Było warto. Co prawda zacząłem czytać cykl od środka, ale jak się okazało, nie sprawiało to absolutnie żadnego problemu. Natłok nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz mocno nieortodoksyjnych opisów ("kraby ustawiły się w szyku bojowym, wydając złowieszczy dźwięk klik klikety klik") sprawiły, że jedna z pięciu godzin podróży była naprawdę wspaniałą przygodą. Tak, jedna, ponieważ jest to książka kieszonkowa. Cały cykl można skończyć w ciągu jednego dnia. Zakładając rzecz jasna, że ma się wystarczająco dużo samozaparcia.
Nie oszukujmy się, "Kraby" to okrutne grafomaństwo. Zabawne, dostarczające wiele rozrywki, ale jednak bazujące na koszmarnych kliszach i przepełnione tanią erotyką. Dodajmy, że erotyką, która w większości prowadzi do wyjątkowo nieprzyjemnej śmierci w szczypcach krabów. Nie wiadomo dlaczego, ale pary uprawiające seks automatycznie znajdują się na ich celowniku.
Ciekawostką jest fakt, że "Powrót Krabów", który w Polsce ukazał się jako piąta część cyklu, w rzeczywistości jest częścią trzecią. Pamiętaj o tym, jeżeli zamierzasz zapoznać się z "Krabami" (wszystkie pięć tomów na Allegro kosztuje około 30 zł, więc nie jest to szczególnie droga rozrywka) by oszczędzić sobie niespodzianek.

Były ksiądz, egzorcysta, były komandos SAS...

Drugim szalenie ciekawym cyklem są cztery książki o Marku Sabacie - byłym księdzu, egzorcyście, byłym komandosie SAS, który zatopiony jest w nieustającej walce z siłami ciemności. Sabat - jak wynika z okładek - wygląda mniej więcej jak krzyżówka Charlesa Bronsona z Chuckiem Norrisem i jest jednym z najbardziej nieogarniętych bohaterów, jakich kiedykolwiek stworzono. Dodam, że zupełnie nieintencjonalnie. Sabat w założeniu miał być Jamesem Bondem świata egzorcyzmów, ale niejednokrotnie bliżej mu do Jasia Fasoli.
Nie ma intrygi tak lichej, której Sabat nie dałby rady nie przejrzeć. Wystarczy kilka spojrzeń pięknej kobiety, a bohater pójdzie za nią jak w dym, choć każdy rozsądny człowiek na jego miejscu zauważyłby, że wchodzi w pułapkę. Mimo tego, rzecz jasna, przygody Sabata zawsze kończą się jego triumfem nad siłami ciemności.
Poziom rozrywki jaki daje ta seria oceniam na wysoki, choć - niestety - zło w "Sabacie" nie jest aż tak absurdalne jak w "Krabach".

Fakty i mity

Wróćmy do sprawy wyspy u wybrzeży Anglii i popularności w byłych demoludach. Choć książki Smitha faktycznie były drukowane w potwornych ilościach (sam Guy chełpi się, że w najntisach, każdego miesiąca wydawano w Polsce aż dwie jego książki drukowane w edycjach po 100 tys. egzemplarzy) przez wydawnictwo Phantom Press, to autor raczej nie zarobił na nich zbyt wiele. Niejasna pozostaje sprawa legalności polskiej licencji, choć biorąc pod uwagę, że obecnie prawa do jego książek posiada wydawnictwo Amber, kwestia ta musiała zostać uregulowana. Nie dotarłem natomiast do informacji potwierdzających, że Guyomania rozlała się poza Polskę.

Pewne natomiast jest, że Guy mieszka obecnie w wiejskim domu na granicy Anglii i Walii, nadal utrzymuje się z pisania oraz żywiołowo dyskutuje z członkami swojego fanklubu. I choć nie jest to aż taki wypas jak własna wyspa, to konserwatywnemu autorowi wyraźnie podoba się ten styl życia.

Podsumowując...

Proza Guya N. Smitha to, choć okrutnie niskie litów, to jednak kupa zabawy. Jest to też jednocześnie klasyka pulpowego horroru, przynajmniej w naszym Polskim ujęciu, bo czy gdziekolwiek indziej na świecie ta twórczość uchodzić może za klasykę, to nie jestem taki pewien. Nie. Z pewnością nie jest to dobra literatura, ale z jakiegoś powodu idzie się przy niej świetnie bawić. Jeżeli kręcą Cię takie klimaty - polecam z całego serca.